Lifestyle

Dla mnie, jedną z największych wartości, jak już kiedyś pisałam, jest życie. Generalnie. Nie tylko ludzkie. Życie w ogóle.

Natomiast dać komuś życie, bądź komuś pomóc te życie zachować- to najpiękniejsze zjawisko.

Reasumując : ten post będzie o mieszance macierzyństwa z nauką i praktyką medycyny.

Bywa ciężko

No pewnie. Trzeba ogarniać, być odpowiedzialnym, pamiętać by zawsze było coś na obiad i żeby chleb nie spleśniał w chlebaku, wypełniać podstawowe obowiązki, dotrzymywać terminów i… nie zwariować !

Jeśli chodzi o naukę, to zawsze byłam nocnym markiem. Zawsze, w związku z tym, najwięcej do głowy wchodziło mi wieczorem. Teraz jednak, wieczór to czas zarezerwowany głównie dla rodziny, nie ma mowy abym mogła dłużej się skoncentrować nad książką- maluszek, co jest zupełnie fizjologiczne, żąda właśnie wieczorem największej uwagi. Dla mnie wybór jest prosty- dzidziuś, jego poczucie bezpieczeństwa i zdrowie psychiczne. Jak więc sobie radzę? Uczę się głównie tuż po zajęciach w bibliotece, a staram się wracać z niej do godziny 18. Nierzadko również Wojtek zabawia Ulę na 1000000 sposobów, podczas gdy ja zgłębiam tajniki wiedzy lekarskiej, albo uczymy się wszyscy razem…

Przy tym, macierzyństwo mnie „dojrzało”. Staram się czerpać jak najwięcej z zajęć, pcham się na przód grupy, do pacjentów, dopytuję. Nagle okazało się też, że w dwudziestoczterogodzinnej dobie można zmieścić dużo więcej niż kiedykolwiek. Usłyszałam też ostatnio, że w organizacji to ja pewnie mam level master- otóż nie, nie mam, a jakoś sobie radzę, więc głowa do góry.

Jeśli chodzi o czas wolny…

Znacie ten żart, że na 10 matek zapytanych o to jak spędzają czas wolny: 8 usnęło w trakcie zadawania pytania, a 2 wybuchnęło śmiechem? Nie jest tak źle, ale nie licz na to, że będziesz miała czysty dom, wydepilowane nogi, piękną figurę, czas na znajomych JEDNOCZEŚNIE. Trzeba z czegoś zrezygnować, ale proszę, niech to nie brzmi jak pochwała słynnego w Polsce równania zgodnie, z którym MACIERZYŃSTWO= POŚWIĘCENIE. Jestem od tego daleka. Dlaczego? Po pierwsze moja mama wtórowała temu równaniu, a ja wolałabym żeby pielęgnowała swoje pasje i nauczyła mnie tym samym asertywności i niejako wolności… Poza tym, taki wzorzec był bardzo popularny nie tylko w mojej rodzinie.

I co teraz widzę? Że coś nie działa w takich związkach. A ja, po pierwsze chciałabym wiele lat przetrwać w małżeństwie, a po drugie po tych wielu latach wciąż przyjaźnić się ze swoim mężem. Dlatego też, według mnie kolejnym, sztampowym filarem zdrowia psychicznego dziecka jest dobrostan związku ich rodziców.  Dlatego też dbam o dobre relacje z mężem. 🙂

Wracając natomiast do wyboru priorytetów: trzeba zastanowić się jakie wzorce chce przekazać się swojemu dziecku.

Ja stawiam na to, by moja córka była szczęśliwa, czuła się wartościowa i kochana, by zobaczyła jak mężczyzna powinien traktować kobietę i by nie przekładała sprzątania, gotowania, prania nad swoje pasje. Przecież, nie czysty dom jest na łożu śmierci najważniejszy, prawda? Chciałabym, by z domu wyniosła też partnerski model związku. W tym oczywiście pomaga mi mój mąż, przejmując niektóre obowiązki domowe. Oczywiście, wszystko to nie przyszło ot tak, ale po wielu rozmowach osiągnęliśmy kompromis.

Taryfy ulgowe

Może to zabrzmi gorzko, ale raczej, taryf ulgowych mieć nie będziesz… Jeśli ktoś nie ma dzieci, nie zrozumie Cię, a i Ci, co są rodzicami ale zapominają jak to jest być ludzkim wobec niewyspanej matki. Proś jednak o pomoc teściową. mamę, przyjaciół. Nie wstydź się mówić, że potrzebujesz ich pomocnej dłoni.

Ja, dzięki tym osobom, mam chwilę na załatwienie spraw, wyjście na siłownię, bądź więcej czasu na naukę. Za co oczywiście, dozgonne dzięki !

Kiedy Harry poznał Sally, czyli kiedy Wojtek poznał Darię

„Harry: A dlaczego wy zerwaliście?
Sally: Na początku chcieliśmy dokładnie tego samego. Żyć razem, ale bez ślubu, bo małżeństwa rujnowały związki naszych znajomych. Praktycznie ze sobą nie sypiali. To prawda, choć nikt się do tego nie przyznawał. Ale rozmawiałam z Alice, przyjaciółką która ma dzieci, skarżyła się, że ona i jej mąż w ogóle się nie kochają. Właściwie nie skarżyła się, tylko stwierdzała fakt. Narzekała, że nie dosypiali, że są wykończeni, a dzieci zabijają w nich ochotę na seks. Gadaliśmy o tym z Joe i byliśmy szczęśliwi, że my mamy taki wspaniały związek, że możemy bez skrępowania kochać się na podłodze w kuchni. Albo nagle polecieć do Rzymu. Pewnego dnia zabrałam córeczkę Alice do cyrku. Siedziałyśmy z Alice w taksówce i bawiąc się w grę „Wytęż wzrok”. Widzę latarnie, skrzynkę pocztową i tak dalej. Nagle ona zauważyła parę z dwojgiem dzieci. Ojciec niósł jedno na barana i powiedziała: „wypatrzyłam rodzinę”. A ja się rozpłakałam, zaczęłam ryczeć. Wróciłam do domu i powiedziałam: „Joe, jednak nie polecieliśmy do Rzymu”.
Harry: A co z podłogowym seksem?
Sally: Zapomnij. Mieliśmy zimną, twardą, meksykańską terakotę.”

PS. Z niemowlęciem można też spontanicznie polecieć do Rzymu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *