Lifestyle

Pozwól, że Ci opowiem…

Moja doba jest poszatkowana, ale każda do złudzenia przypomina poprzednią. Wstajemy wcześnie rano, wstajemy kilka razy w nocy a dni wypełniają mi rodzinne obowiązki.

Cóż, zupełnie nie czuję się bohaterem, człowiekiem czynu, gdzieś pogubiły się ideały i okazało się, że nie jestem mistrzem logistyki.

Wtorek taki jak środa, czwartek podobny do piątku.

Przewijam zdjęcia zdobywców, podróżników, umięśnionych ciał, pieczołowicie przygotowanych potraw lub idealnych wnętrz…

Ja, mogłabym jedynie opublikować sterty naczyń i małych ubranek.

Potrzebuję bajki. Nie takiej z księżniczką, z księciem, żabą i karocami. Chcę morału, chcę żeby słowa delikatnie pogłaskały mnie po głowie.

Może Wam też się przyda?

Sparafrazuję opowieść (Zegar zatrzymany na siódmej), którą przeczytałam w „Pozwól, że Ci opowiem… Bajki, które nauczyły mnie jak żyć” Jorge Bucaya ale, która jest tak naprawdę dziełem Papiniego. Użyję jej jako wzoru.

Jest w mojej kuchni zegar. Towarzyszy mi w obowiązkach dnia codziennego. W milczeniu przygląda się naszej rodzinie. Przygotowuję posiłki, znów podnoszę córeczkę w ramiona lub ratuje ją przed upadkiem.

Mam wrażenie jakbym wciąż przeżywała ten sam dzień. Wciąż i wciąż na okrągło. A zegar? On zdaje się mnie rozumieć. Czuję się zatrzymana w czasie- sprzątam, zmywam, krzątam się, od czasu do czasu siadam do książki, ale jednak w ostatecznym rozrachunku, wydaję się być bezużyteczna. Zawieszona, pusta, nic nieznacząca.

Mój zegar trwa w tym niebycie ze mną – jego wskazówka jest stale zatrzymana na godzinie siódmej.

Słyszę, nie raz jak inne zegary tykają radośnie, lub jak wybijają południe. Mój wytrwale milczy.

Jednak są dwa momenty dnia, w których mój zegar triumfuje, w których zdaje się łączyć z wszechświatem.

Wtedy, również potrafię utożsamić się z tym zegarem. Tak jak on, i ja w niektórych momentach wychodzę z cienia, czuję, że jestem częścią pięknego planu, wszystko wtedy ma dla mnie sens. Życie ma sens. Czasem wydaje mi się, że to uczucie pozostanie ze mną na dłużej… Jednak tak jak czas w moim zegarze, tak i moje „życie” wraca do próżni.

„Życie” – coś co nazywamy życiem czyli pogawędki na te same tematy, wciąż te same naczynia do umycia, wciąż te same cztery ściany do ogarnięcia.

Trywialne?

Nie. Dla takich chwil, dla chwil „wychodzenia z cienia”, współgrania z całym światem, poczucia pełni życia warto trwać. Warto z godnością wypełniać nudne obowiązki.

Uważam jednak, że od czasu do czasu piękno można znaleźć także w tych nudnych obowiązkach, że i wtedy możliwe jest złapać życie za ogon. A poza tym… Łatwo jest kochać: siebie, innych, życie gdy wszystko jest takie górnolotne, romantyczne. Łatwo jest kochać na szczycie góry, na wakacjach, gdy wszyscy jesteśmy zdrowi, wyspani i spokojni.

Dla mnie, życie to przede wszystkim codzienność i jeśli istnieją bohaterowie, są to bohaterowie dnia codziennego, z godnością i życzliwością zmierzający się z szarym, nudnym dniem, z Panią z dziekanacie, z chorobą, kolejkami, niemiłymi sąsiadami. Życie jest tu i teraz.

1 thought on “Pozwól, że Ci opowiem…

  1. Myślę jednak, że ten bohater codziennego dnia potrzebuje złotej nici, która będzie błyszczeć nad codziennością żeby nie zgubić kierunku, żeby nie stracić z oczu punktu na horyzoncie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *