Rozmowa z dr hab. n. med. Markiem Krzystankiem- psychiatrą, seksuologiem, twórcą innowacyjnej aplikacji wspomagającej leczenie schizofrenii paranoidalnej, poetą, łapaczem chwil.

Ta rozmowa wiele mnie nauczyła. Mogłaby dla mnie trwać kilka godzin ale niestety- wybitni ludzie szybko wzywani są do swoich obowiązków. Tą mądrością, chwilą i przemyśleniami dzielę się z Wami i przedstawiam wywiad z dr hab. n. med. Markiem Krzystankiem- psychiatrą, seksuologiem, twórcą innowacyjnej aplikacji wspomagającej leczenie schizofrenii paranoidalnej, poetą, łapaczem chwil.

CZŁOWIEK

Zawsze czuję dreszczyk emocji zanim usłyszę odpowiedź na pytanie „Jak to się stało, że Pan/Pani jest w tym miejscu? Jaka była geneza by stał się Pan/Pani wybitnym lekarzem/poetą/człowiekiem?”. Wiem, że za każdą inspirującą postacią stoi ciekawa historia.
Dr hab. n. med. Marek Krzystanek tak opowiada o swoich wyborach i początkach:

Idea była taka by iść w kierunku pomagania ludziom

Medycyna była wyborem „z wykluczenia”. Odrzucałem opcje, które mogłyby mnie ograniczać. Szukałem takich dziedzin, które dawały mi maksymalny poziom rozwoju i kreacji.

Rozważałem filozofię ale pomyślałem sobie , że to mogę robić prywatnie i że ten obszar już poznałem wcześniej w całości. W trakcie studiów pisałem prace zaliczeniowe z filozofii dla kolegów z innych uczelni.

Duży wpływ na drogę, którą wybrałem miał pewien związek z dziewczyną z ogólniaka. Osoba ta zachorowała na chorobę dwubiegunową. Wtedy, gdy nie wiedziałem nic o chorobach psychicznych – nie traktowałem jej stanu jako choroby. Był to dla mnie pewnego rodzaju fenomen. Na początku była to mania, która ujawniła niezwykłe talenty- ta osoba malowała, pisała. Kiedy robiła to będąc w stanie manii, robiła to doskonale. Potrafiła również utrzymywać kwiaty przy życiu bez wody- był to fakt, który można było udowodnić. Mówiła swojej rodzinie co będzie za 2-3 dni i to się sprawdzało.

Mania dotknęła poziomu funkcjonowania człowieka, który być może jest transcendentny dla nas na co dzień, ale ona miała do niego dostęp. Dopiero później, kiedy jej mózg nie wytrzymał tak dużego obciążenia, tak wysokoenergetycznego funkcjonowania- wtedy osobowość tej dziewczyny, zaczęła się zapadać. Mania przeszła w depresję- wówczas pierwszy raz byłem w szpitalu psychiatrycznym.

Przebywałem z pacjentami kilka godzin dziennie, traktowałem ich jak zwykłych ludzi. Ich świat był dla mnie absolutnie fascynujący. Wspomniana dziewczyna później doszła do siebie ale dla mnie to doświadczenie było ogromnym przeżyciem. Dało mi to możliwość przeżycia ludzkiej strony choroby psychicznej, wprowadziło mnie w ten świat.

Myślałem wtedy: co można zrobić by ludzie mogli docierać do maksimum swoich możliwości ale żeby nie prowadziło to do destrukcji ich życia i funkcjonowania?

W kontekście wyboru specjalizacji z psychiatrii, studenci pytają mnie często skąd wiedzieć, że to jest to. Trzeba to sprawdzić.

Po pierwszym roku na staż pielęgniarski zorganizowałam to tak, że poszedłem na Oddział Psychiatrii i ten staż spędziłem tylko i wyłącznie z pacjentami, bo chciałem sprawdzić czy to dla mnie.

Psychiatria była w tym czasie w innym stanie niż obecnie, była bardziej dziedziną „mistyczną i magiczną”. Lata 90’ była to tzw. era mózgu. Wtedy trwało i zakończyło się bardzo dużo projektów, które doprowadziły do zmapowania funkcji mózgu w różnych chorobach psychicznych. Gdy byłem studentem tych danych jeszcze nie było, więc psychiatra była dla mnie dziedziną o dużych możliwościach rozwoju. Była to nauka „niedokończona”, która jeszcze nie doprowadziła do stworzenia spójnego model  u chorób psychicznych. Pomyślałem, że chcę mieć udział w tworzeniu tej dziedziny, chcę mieć udział w jej rozwoju.

Był taki moment również, gdy chciałem być neurochirurgiem. Moje zdolności manualne ujawniły się w interesujący sposób- na Święta Bożego Narodzenia, razem z kolegą spreparowaliśmy karpia dla Profesora Aleksandrowicza, który wtedy kierował Katedrą Anatomii. Karp ten tak się spodobał Profesorowi, że pozwolił nam z kolegą preparować zwłoki. Niestety następca Pana Profesora nie wyraził zgody na kontynuację tych zainteresowań. Tak się być może skończyła moja kariera neurochirurga.

Podczas rozmowy staram się wtrącić Panu Docentowi, że z mojego punktu widzenia, punktu widzenia studentki, Pan Docent zrealizował swoje marzenie o byciu kimś, kto „rozwinie” psychiatrię. Mam tu na myśli na przykład innowacyjną aplikację na telefon wspomagającą leczenie schizofrenii paranoidalnej, o której później będzie słów kilka, wynalezioną (?) m. in. przez Pana Docenta.

Na co mój rozmówca ze skromnością przytacza pewną historię…

Każda nauka uczy pokory

Każdy człowiek, który wchodzi w jakąś dziedzinę – im dalej dojdzie tym bardziej orientuje się w swojej niewiedzy. Każda nauka uczy pokory. Po tym można poznać wielkie osoby: pomimo tego, że są najwybitniejszymi osobistościami nauki na świecie- są osobami bardzo skromnymi.

Miałem kiedyś kontakt z Profesorem Majem, ówczesnym szefem Instytutu Polskiej Akademii Nauk w Krakowie. Gdy leczył się w naszym szpitalu, zapytałem czy potrzebuje pomocy. Poprosił mnie, aby przywieźć mu piśmiennictwo z jego instytutu. Wszedłem do jego gabinetu. Wyglądał on jak biblioteka miejska, wszędzie były tak samo oprawione książki. Nie było żadnych ozdób z wyjątkiem małego obrazka nad jego biurkiem. Ilustracja ta przedstawiała ludzkie dłonie, otwarte do góry a na tych dłoniach siedział szczur.

To był największy autorytet w polskiej ówczesnej psychofarmakologii, który zupełnie nie korzystał z przywilejów jakie dawała taka ranga. Był tak ważną osobistością, a jego gabinet był zupełnie pozbawiony przepychu.

Po tym właśnie można poznać ludzi, którzy nie kreują swojego ego ale w pewnym sensie uprawiają pewną formę „zakonu”, służby.

Rozwijają się a nie demonstrują się, nie lansują siebie. Traktują swoją ścieżkę jako wewnętrzny rozwój. Wiedzą, że pełne oddanie to recepta na sukces, a to jest forma pokory.

Nie samą nauką człowiek żyje, dlatego zawsze pytam rozmówców o ich pasje, sposób spędzania wolnego czasu i za każdym razem odkrywam coś niezwykłego…

Jestem takim łapaczem chwil

Zachęcam wszystkich do odkrywania swoich pasji. Myślę, że to jest bardzo ważne żeby nie być tylko lekarzem, psychiatrą, studentem, nauczycielem itp. My jesteśmy przede wszystkim LUDŹMI: mamy bardzo wiele wymiarów. Powinniśmy żyć jak najszerzej – na tylu płaszczyznach, na ile nas stać. Moje życie jest takim przykładem. Rozwijam swoje przeróżne zainteresowania: w tej chwili powstały 4 tomiki poezji. Od 17 lat uprawiam klasyczny boks, gram na puzonie, mam też australijski instrument dęty- digeridu, który dostałem od żony. Kiedy gram na tej trąbie z pnia ekaliptusa o długości 1,7 m zaczyna wyć nasz pies (śmiech). Uwielbiam też podróże i cygara- wiele osób (również profesorów) po kontakcie ze mną zdecydowało się na swoje pierwsze cygaro. Nie wymienię ich nazwisk (śmiech). Później byli zafascynowani tym doświadczeniem. Lubię piękno, smak życia. W tym aspekcie jestem hedonistą. Myślę, że każdy etap życia ma swoje proporcje i swoje uroki. Jestem takim łapaczem chwil.

Wracając do poezji, piękna, sztuki… Jestem zafascynowana wydaniem „Jasne i ciemne haiku czyli Tao psychiatrii dla pacjenta”. Czy mogę spodziewać się następnych części?

Haiku to była próba pomocy ludziom, stworzenia czegoś w rodzaju poradnika duszy. Projektu, który ma służyć oczyszczeniu wewnętrznemu, tworzeniu w ludziach katharsis. Starałem się spointować swoje doświadczenie wyczuwania ludzi w różnych stanach psychicznych. Chciałem uzmysłowić ludziom, że różne zaburzenia psychiczne, czy też kryzys może prowadzić do kreatywnych elementów, że może mieć twórcze dynamizmy. Często mówię pacjentom: „dobrze, że macie kryzys”, ponieważ to może to zmotywować ich do zmiany. Może ich skłonić do transformacji.

Haiku pokazuje, że w chorobie są i ciemne i jasne strony. Napisanie go było dla mnie dużą przygodą, miałem wrażenie, że noszę je w sobie przez kilka tygodni. Jak zacząłem je pisać, ukończyłem pisanie w ciągu 2dni. Szukam wciąż sponsora, np. firmy farmaceutycznej, tak aby haiku mogło być rozdane za darmo ludziom w Poradniach Zdrowia Psychicznego na zasadzie właśnie poradnika.

Mam nowy projekt jeśli chodzi o haiku. Jest on zainspirowany podróżami, moja żona robi piękne fotografie- chcemy wydać album z naszymi znaleziskami fascynujących miejsc. Zupełnie nieznanych, przez nas „odkrytych”.

Dzięki uprzejmości Pana Docenta umieszczam jeszcze nigdzie nie publikowany wiersz:

Imię

płoną twe róże w złotym ogrodzie

noc krzyczy straszna mieniąc się wodzie

kiedy odeszłaś świat podpaliłem

i kwiat ze złota w nocy ukryłem

 

teraz gdy wracasz kamień nie szlocha

łzy te czerwone nie kapią z oka

anioł zamieszkał w dawnym ogrodzie

w kamień zmieniony topi twarz w wodzie

 

gdy się ukryjesz w rozdartym drzewie

nocą usłyszysz jak łka do ciebie

matka go tuli do czarnych skrzydeł

i kłuje ciało zorzami z igieł

 

połóż się obok i odlatujcie

w mrok falujący jak oddech w chuście

znajdź jego imię w stężałej wodzie

i wydrap swoje stygnąc z nim w lodzie

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *