„Najważniejsze to być w drodze”- Martyna Wojciechowska

Kto to?

Nagle ni stąd ni zowąd przychodzi do Ciebie jakiś types do domu.

Rozstawia Cię po kątach, nakazuje, marudzi, kręci nosem na to czy na tamto niczym perfekcyjna Pani domu wpuszczona do stajni Augiasza.

Jakby tego było mało…

Ten nieznajomy , przybysz z innej planety zmienia Twój związek. Stwarza z niego niego doskonale działającą korporację, której głównym problemem są regularne dostawy akcesoriów dla niemowląt. Staje się Twoim trenerem personalnym. Treningi w dzień i w nocy, niezależnie od Twojego nastroju. Coaching i zarządzanie, to on ma w małym paluszku.

Brzmi podobnie?

Ale tak serio. Totalnie serio- nie znam się. To się nie wypowiem. Nie traktuj mojego wpisu jak artykułu poglądowego. Możesz mieć w domu inaczej ale o jedno Cię proszę: potraktuj nowego przybysza tak jak kogoś, z kim za wszelką cenę chcesz zbudować wartościową relację na lata. Mimo wszystko i dzięki temu wszystkiemu.

Najpierw oczywiście musicie się poznać- w końcu to świeżak.

Chcesz czegoś trwałego. Nic na odwal, prawda? A taką relacje buduje się mozolnie, latami.

Zastanów się jak wyglądają Twoje przyjaźnie. Pomyśl jak organizujesz czas, gdy masz się spotkać z Twoim najlepszym przyjacielem, takim od serca. No przecież nie sprzątasz wtedy w stanie maniakalnym wszystkich kątów mieszkania. Jeśli spotykacie się u Ciebie- wpuszczasz go do mieszkania w jakimkolwiek stanie by ono nie było, a jeśli nie to… Wychodzicie.

Więc wyjdźcie gdzieś razem. Nieustannie wychodźcie.

Będzie marudzić w kawiarni – a mało masz przyjaciół marudzących w kawiarni ? Na gnocchi dyniowe, na gluten w bezglutenowych pierożkach?

Zrobi awanturę gdzieś w miejscu publicznym – na pewno kiedyś już to przeżyłaś z jakimś innym swoim znajomym. Jestem przekonana, że 95% społeczeństwa chociaż 1x w życiu borykało się z pijanym, niesfornym kumplem w knajpie. Biorąc wtedy całe upokorzenie na klatę.

Z marudzącym dzidziusiem jest naprawdę podobnie.

Boisz się , że ktoś wtedy odwróci wzrok? Może nawet znajdzie się jakiś złośliwiec z nieprzyjemną uwagą? Hej! I co z tego?

To Twoja relacja, relacja na całe życie. Stworzyłaś coś pięknego, stworzyliście coś pięknego.

Może nikt jeszcze Ci tego dosadnie nie powiedział ale radzisz sobie świetnie tylko proszę, wyjdź czasem.

Dla siebie, Was…

My byliśmy nawet razem na proteście chociaż tego jednak nie polecam- wuwuzele nie działają zbyt dobrze na dzidziusie.

P.S.1 Zupełnie nie wiem czy jest to poparte jakimiś medycznymi badaniami ale zdroworozsądkowo wydaje mi się, że to doskonały sposób by rozbudzać ciekawość świata, by uczyć a jeśli chodzi o Ciebie? Nikomu nie muszę wyjaśniać zbawiennego wpływu świeżego powietrza. Jak to niedawno przeczytałam na innym parentingowym blogu (www.mumandthecity.pl) „Nie ma takiego brudu, którego nie da się odsprzątać”. :))

2 replies on “ „Najważniejsze to być w drodze”- Martyna Wojciechowska ”
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *